Używam Windsurfing Application od ViVSurfer. Najbardziej mi się na razie sprawdza. Ostatnio latam z małym plecaczkiem, w którym mam komórkę połączoną z zegarkiem i appka opowiada mi przy każdym orkążeniu ile ich już zrobiłem i jeszcze jakies informacje.
Amoled bardzo się sprawdza jest widoczny. Latarki jeszcze nie używałem za dużo. Czerwone światełko to może być dobry pomysł w przypadku jakiejś awarii może.
Mam nadzieję, że się nie przytrafi, chociaż raz mnie wyciągnęło na Majanicho w stornę na Lanzarote i myślałem, że już po mnie. Musiałm sie zdecydować na wbicie w białe fale. Nie miałem niestety lub może stety leasha do deki bo dzień był na light wind, a ja wcale nie planowałem się oddalac od brzegu. Jednak prąd i offshore 10 kts mnie wyciągnał. Dalej wiatr z prądem na start był już za słaby i ciągneło mnie tylko już tylko dalej i dalej.
Fale mnie nieźle przeprały. Na pierwszej już zgubiłem deskę. Po 30 sekund byłem w białych grzywach na bezdechu. Na nadgarstu miałem tylko winga, który na szczęście się nie urwał, ale ostro ciągną, myślałem, że urwie mi rękę. Górna piana ciągnęła mnie do przodu, dół ciągną do oceanu. Staram się położyć jak najbliżej wierzchu białej fali, płasko jak scyzoryk, żeby mnie jak najdalej i przy jak najmniejszym oporze ciągnęła.
O dese zapomniałem, martwiłem się już tylko o życie

Potem jeszcze 7 takich olbrzymich grzyw i już było tylko lepiej. Dostałem nie pierwszą ale kolejną dobrą lekcję życia, żeby jeszcze bardziej uważać.
W tym miejscu widziałem już wiele akcji ratunkowych z helikpoterem i tylko w myślach zastanawiałem się, czy może mnie ktoś zobaczył gdzieś jak znikam i zadzwoni po rescue.
Ostatecznie po tych 7 olbrzymich falach było już łagodniej, dalej białe łamiące się fale ale już takie wypłaszczone. Sciągały mnie w stronę brzegu, a te pod spodem dalej do tyłu. Jakoś ogarnąłem grunt. Miałem na szczęście tym razem buty i po 50 minutowej akcji wyszedłem cało z tej sytuacji. Na końcu znalazłem nawet deskę, która jakimś szczęściem wylądowała 100 m ode mnie. Haczyła foilem o jakieś kamienie i dalej jej nie niosło.
Nawet nie wiem jak, że ten foil zaliczył tylko kilka rysek, a deska żadnych uszkodzeń.
Ufffff.